Myślisz, czy czytanie książek naprawdę może być hobby, czy to tylko „ładny” wpis w CV? Z tego tekstu dowiesz się, kiedy czytanie staje się prawdziwym zainteresowaniem, a kiedy jest tylko śmieciową rozrywką w przebraniu. Poznasz też sposoby, jak zamienić przypadkowe lektury w świadome hobby, które rozwija i prywatnie, i zawodowo.
Czy czytanie książek może być hobby?
Wiele osób wpisuje w CV lakoniczne „zainteresowania: podróże, psychologia, czytanie”. Na rozmowie rekrutacyjnej często wychodzi wtedy, że ostatnią książką był podręcznik na studiach, a „czytam” oznacza kilka stron raz na kilka miesięcy. W takiej sytuacji trudno mówić o hobby, bardziej o okazjonalnym sięganiu po lekturę.
Hobby to coś, do czego wracasz regularnie i z własnej woli. Coś, czemu poświęcasz swój ograniczony wolny czas, zamiast kolejnej godziny na śmieciowe scrollowanie telefonu. Jeśli czytasz codziennie lub kilka razy w tygodniu, planujesz co chcesz przeczytać, masz ulubionych autorów czy gatunki – wtedy czytanie bez żadnych wątpliwości jest Twoim hobby.
Kiedy samo czytanie NIE jest hobby?
Najczęstszy błąd to wrzucenie do jednego worka zwykłej czynności i pasji. Jednorazowy spacer po parku nie oznacza, że interesujesz się turystyką górską. Tak samo jest z książkami. Jeśli raz w miesiącu sięgasz po przypadkowy kryminał, bo ktoś polecił, a później przez tygodnie nie dotykasz żadnej lektury, to jest to forma rozrywki, ale trudno nazwać ją stałym zainteresowaniem.
Problem pojawia się, gdy ktoś wpisuje „czytanie” w CV tylko po to, by dobrze wyglądało na papierze. Rekrutujący bardzo szybko to wychwytują. Pytają o ostatnio przeczytaną książkę, ulubionego autora, nurt literacki, a potem widać, czy za deklaracją stoi prawdziwa pasja, czy jedynie ładnie brzmiący frazes. Taka rozbieżność nie tylko nie pomaga, ale psuje wiarygodność kandydata.
Co odróżnia hobby od zwykłego nawyku?
Hobby ma kilka cech, które mocno odróżniają je od codziennej rutyny. Po pierwsze, świadomie planujesz czas na dane zajęcie, tak jak inni planują trening czy spotkanie z przyjaciółmi. Po drugie, rozwijasz się w tym obszarze – szukasz nowych tytułów, czytasz recenzje, śledzisz nowości, rozmawiasz o książkach z innymi. Po trzecie, czujesz satysfakcję z postępów, na przykład z tego, że w rok przeczytałeś 30 książek, zamiast pięciu przypadkowych lektur.
Zwykły nawyk łatwo porzucić, gdy robi się intensywniej w pracy. Hobby bronisz. Często „odbijasz” sobie dzień pełen obowiązków właśnie godziną czytania. Dla części osób to moment wyciszenia, dla innych trening wyobraźni i myślenia. I to jest właśnie jedna z największych wartości prawdziwego, książkowego hobby.
Czy „czytanie” zawsze jest wartościowe?
Czy każda godzina z książką to dobry wybór? Niekoniecznie. Tak jak istnieje śmieciowe jedzenie, które zapycha, ale nie odżywia, tak istnieje też śmieciowa rozrywka. Przewijanie przypadkowych filmików albo artykułów bez ładu i składu daje złudne poczucie „odpoczynku”, ale po takim wieczorze jesteś bardziej zmęczony niż przed.
Czasem książki wpadają w tę samą pułapkę. Jeśli czytasz totalnie losowe tytuły tylko po to, by „zabić czas”, to w praktyce nie różni się to tak bardzo od przeglądania TikToka. Różnica między wartościowym czytaniem a śmieciową rozrywką polega na intencji, doborze treści i tym, co z nimi robisz później w swojej głowie i życiu.
Śmieciowa rozrywka a czas na książki
Wiele osób mówi: „Nie mam kiedy czytać”. Z drugiej strony te same osoby bez trudu znajdują po godzinę dziennie na YouTube, social media czy przeglądanie ogłoszeń aut, których i tak nie kupią. Gdybyś zrobił uczciwy audyt jednego dnia, prawdopodobnie odkryłbyś, że czas masz, tylko wypełniają go zajęcia o bardzo niskiej wartości.
Mechanizm jest podobny jak z chipsami. Nie jesteś bardzo głodny, ale sięgasz „tylko po jednego”. Po chwili nie ma całej paczki, a na porządny, zdrowy posiłek brakuje już apetytu. Śmieciowa rozrywka działa identycznie. Pochłania energię i uwagę, przez co po prostu nie masz już zasobów, by sięgnąć po książkę, która wymaga choć odrobiny skupienia.
Prawo Parkinsona i wieczne „nie mam czasu na czytanie”
Prawo Parkinsona mówi, że praca rozlewa się na cały dostępny czas. Jeśli dasz sobie na zadanie osiem godzin, zajmie osiem. Dasz cztery – często w cztery się zmieścisz. Z czytaniem jest podobnie, tylko w drugą stronę. Jeśli zostawiasz sobie książkę „na kiedyś, jak będę mieć chwilę”, to ta chwila nigdy nie przychodzi, bo wszystko inne ma wyższy priorytet.
Dlatego osoby, które faktycznie traktują czytanie jak hobby, bardzo często wpisują je w kalendarz. Ustalają na przykład, że czytają 15 minut dziennie przez 7 dni, tak jak krótki trening. Ten prosty eksperyment tygodniowy działa zaskakująco dobrze. Po kilku dniach głowa sama domaga się tej przerwy od maili, zadań i ekranów.
Jak sprawić, żeby czytanie stało się prawdziwym hobby?
Nie każdy startuje z pozycji mola książkowego. Część osób ma złe skojarzenia z przymusową lekturą szkolną, inni twierdzą, że „nie umieją się skupić” lub „literatura jest nudna”. A jednak to właśnie ci sami ludzie potrafią godzinami analizować fora o autach, czytać wątki o finansach czy śledzić blogi podróżnicze. Czytają, tylko nie nazywają tego książkami.
Droga do książkowego hobby zwykle zaczyna się od dwóch kroków. Po pierwsze, trzeba wyciąć część śmieciowej rozrywki, żeby odzyskać czas i uwagę. Po drugie, znaleźć takie książki, przy których naprawdę chcesz spędzać wieczory. Sucha teoria, która Cię nuży, nie zbuduje nawyku. Potrzebujesz treści, które będą dla Ciebie jednocześnie przyjemne i rozwijające.
Jak dobrać książki do siebie?
Dobrym punktem wyjścia jest uczciwa odpowiedź na pytania: o czym lubisz słuchać, dyskutować, czego szukasz w internecie, jakie podcasty wybierasz. Jeśli fascynują Cię biografie przedsiębiorców, jest spora szansa, że książki z tego obszaru też Cię wciągną. Jeśli kochasz reportaże podróżnicze, to ciężka filozofia na start może być złym pomysłem.
Warto zawęzić zainteresowania. Zamiast „czytam wszystko”, znacznie sensowniej jest powiedzieć: „najchętniej sięgam po literaturę faktu o starożytnym Rzymie” albo „lubię hiszpańskojęzyczną literaturę psychologiczną”. To pomaga i w wyborze tytułów, i w rozmowach z innymi czytelnikami. Z czasem krąg tematów zwykle się rozszerza, ale dobrze zaczynać od jednego, dwóch nurtów.
Jak zbudować rytuał czytania?
Sama lista książek nie wystarczy, jeśli nie znajdziesz miejsca w dniu. Jedna z prostszych metod to zamiana części wieczornego przewijania ekranu na 20–30 minut z papierową lub elektroniczną książką. Pomaga drobna zmiana otoczenia: fotel, koc, cicha muzyka w tle, kubek herbaty. Mózg szybko zaczyna kojarzyć ten zestaw z odpoczynkiem, a nie z obowiązkiem.
Ciekawie działa też ograniczenie bodźców – na przykład zostawienie telefonu w innym pokoju, tak jak przy lepieniu z gliny, gdzie masz ręce zajęte i fizycznie nie możesz sięgnąć po smartfona. Przy czytaniu możesz wprowadzić podobną zasadę. Książka na stole, telefon w szufladzie. Po kilku takich wieczorach skupienie rośnie zaskakująco szybko.
Już 15–20 minut świadomego czytania dziennie przez tydzień może bardziej wyciszyć głowę niż godzina przypadkowego scrollowania serwisów społecznościowych.
Czytanie książek jako hobby a praca i kariera
Czy czytanie można potraktować jako hobby związane z pracą? Można, tylko trzeba uważać, żeby nie wpaść w pułapkę, którą opisuje wielu specjalistów. Kiedy przez cały tydzień zajmujesz się finansami, a wieczorem w „wolnym czasie” konsumujesz kolejne raporty i analizy ekonomiczne, to w praktyce dalej jesteś w pracy. Zmieniasz tylko formę ekranu.
Dlatego część osób dzieli swoje lektury na dwa koszyki. Jeden to literatura stricte zawodowa, potrzebna do rozwoju kompetencji. Drugi to książki, które karmią głowę inaczej – fikcja, eseje, psychologia, historia, biografie. Ten drugi koszyk dużo lepiej nadaje się na prawdziwe hobby, bo pozwala wyjść mentalnie poza codzienne zadania.
Jak rozsądnie wpisać czytanie w CV?
Rekruterzy zwracają uwagę nie tylko na to, co wpiszesz w rubryce „zainteresowania”, ale też jak potrafisz o tym mówić. Samo słowo „czytanie” niewiele im mówi. O wiele lepiej wygląda opis, w którym zaznaczysz zakres: na przykład „literatura faktu o ekonomii i historii biznesu” albo „proza iberoamerykańska i reportaż społeczny”.
Osoby takie jak Aneta Klepkowska, konsultant HR, podkreślają, że kandydat, który potrafi wymienić kilku ulubionych autorów, tytuły, które zrobiły na nim wrażenie, oraz krótko powiedzieć dlaczego, od razu wypada dużo ciekawiej. Dla rekrutera to sygnał, że hobby jest prawdziwe, a nie dopisane w ostatniej chwili przed wysłaniem dokumentu.
Na jakie pytania o książki warto się przygotować?
Podczas rozmowy kwalifikacyjnej możesz usłyszeć kilka dość typowych pytań: o ostatnio przeczytaną książkę, ulubionego autora, nurt literacki, a czasem o lektury związane z branżą, w której pracujesz. To świetna okazja, by pokazać, że interesujesz się światem szerzej, niż wymaga od Ciebie opis stanowiska.
Zdarza się, że rekruter sam jest fanem konkretnego autora, na przykład Milana Kundery, i rozmowa skręca w stronę wymiany spostrzeżeń o postmodernizmie, stylu czy ulubionych powieściach. Taki wspólny mianownik nie gwarantuje zatrudnienia, ale bardzo często poprawia atmosferę rozmowy i pozwala zbudować bardziej partnerski kontakt.
Jakie korzyści daje czytanie jako hobby?
Zespół naukowców z Kansas, Pittsburgha i Teksasu już w 2010 roku pokazał w badaniu na 1399 osobach, że regularne hobby – w tym czytanie – wpływa na lepszy sen, niższy poziom stresu, lepszą kondycję psychiczną i większą wydajność w pracy. To nie są więc „tylko książki dla przyjemności”. To realna inwestycja w zdrowie i codzienne funkcjonowanie.
Czytanie ma też rzadką zaletę: łączy wypoczynek z nauką. Jedna osoba będzie przy powieści kryminalnej odpoczywać i trenować logiczne myślenie. Inna przy biografii przedsiębiorcy podpatrzy konkretne rozwiązania, które później wdroży w życiu zawodowym. Jeszcze ktoś inny przy filozofii starożytnych Greków odnajdzie sposób na lepsze podejście do codziennych problemów.
Czy warto mieć kilka „rodzajów” czytelniczego hobby?
Hiszpański twórca podcastu „Tengo un plan” zachęca, by mieć pięć różnych typów hobby: jedno dla kreatywności, jedno dla formy fizycznej, jedno dla psychiki, jedno związane z dochodem i jedno dające spokój. Czytanie może spokojnie pojawić się w kilku z tych kategorii jednocześnie.
Dla części osób książki są przede wszystkim źródłem spokoju – wieczornym rytuałem, który wycisza. Dla innych to wehikuł kreatywności: dzięki literaturze pięknej czy reportażom łatwiej wymyślają nowe rozwiązania w pracy. A czasem z pasji do literatury rodzą się też konkretne projekty zarobkowe, jak blog czytelniczy, podcast, kanał z recenzjami czy współpraca z wydawnictwami.
Literatura rozwija, otwiera głowę i poszerza horyzonty – dlatego prawdziwe hobby książkowe bywa wysoko cenione w branży wydawniczej, medialnej czy PR.
Jak odróżnić hobby czytelnicze od obowiązku rozwojowego?
Dla wielu osób czytanie książek rozwojowych, ekonomicznych czy technicznych jest częścią pracy, nawet jeśli formalnie odbywa się po godzinach. Wtedy część lektur warto traktować jak inwestycję zawodową, ale równolegle zadbać o osobny obszar czytania dla przyjemności. Inaczej ryzykujesz, że Twoje życie mentalne skurczy się tylko do jednego tematu – pracy.
Dobrym rozwiązaniem jest prosta zasada: przynajmniej jedna książka w miesiącu, która nie ma związku z zawodem. Może to być powieść, reportaż z zupełnie innej dziedziny, esej filozoficzny, książka o sztuce czy nawet publikacja o starożytnym Rzymie i liście Pliniusza Młodszego. Właśnie takie tytuły często najmocniej wpływają na sposób myślenia, decyzje i patrzenie na czas, który mamy każdego dnia.
Jak zacząć traktować czytanie na serio?
Zamiana przypadkowego czytania w solidne hobby zaczyna się od małych kroków. Najpierw trzeba odzyskać choć kawałek dnia spod władzy śmieciowej rozrywki. Potem wybrać książki, które naprawdę Cię interesują. Na koniec – wpleść je w konkretny plan na najbliższe dni, zamiast obiecywać sobie, że „od jutra będę więcej czytać”.
Dobrze działają proste eksperymenty siedmiodniowe. Przez tydzień czytasz 15 minut dziennie, zawsze o podobnej porze. Po tym czasie widzisz, czy taka forma Cię wciąga, czy musisz poszukać innego gatunku albo pory dnia. Nie musisz od razu deklarować, że książki będą z Tobą „na całe życie”. Zainteresowania też ewoluują – to naturalne.
Jeśli potraktujesz czytanie książek jak świadomie wybrane hobby, stanie się czymś więcej niż tylko „ładnym punktem w CV”. Zajmie realne miejsce w kalendarzu, wpłynie na Twoje decyzje, rozmowy z ludźmi i sposób, w jaki spędzasz wieczory po pracy.